*Tydzień później*
Łza spływała mi po policzku. Na samą myśl o jej śmierci chciało mi się ryczeć. Pochyliłam głowę w dół, aby zobaczyć dokładniej jej grób. Ona była dobrą osobą. Była dla mnie wyszstkim. Gdy wspominałam ile ona dla mnie zrobiła, chciało mi się płakać, że nie powiedziałam jej jak bardzo ją kocham. I że dziękuję jej za wszystko co dla mnie zrobiła, w sumie to dla nas. Mnie i mojego dziecka. Smutno mi było, że dziecko nie pozna swojej jedynej cioci. Ale ona za pewnie będzie go znała, i będzie czuwała, nad nami. Szłam po wąskim chodniku, mijając różne groby. Po paru minutach byłam już w domu. Usiadłam na kanapie i okryłam się kocem. Po chwili ktoś zapukał do drzwi. Otworzyłam jej to była Betty. Moja przyjaciółka z dawnej szkoły.
Zdziwiłam się jej wizyta .
-Hej Pheob.-powiedziała odmruknęłam jej nic nie znaczące "hej".
-Co chciałaś?-zapytałam
-Pogadać.
-Teraz się zjawiłaś a wcześniej w ogóle cię nie obchodziłam.-powiedziałam z nutką złości i kpinną w głosie
-Słuchaj chciałam cię bardzo przeproscic za wszystko że się od ciebie odwróciłam. Nie chciałam miec przyjaciółki cpunki. Ale wiem że źle postąpiłam źle się z tym czuję.-powiedziała patrząc mi w oczy ze łzami.
-Wchodź do środka.-zrobiła tak jak jej powiedziałam. Weszła zdjęła buty i odwiesiła kurtkę na wieszak. Weszłyśmy do kuchni.-Czego sie napijesz?
-Herbaty.-nastawiłam czajnik . Nie oddzywałam się podonie jak Betty tępo patrzyła się w swoje buty. Po paru minutach w całej kuchni rozbrzmiał gwizdek oznaczajacy zagotowaną wodę. Zalałam herbatę i postawiłam szklankę pod nosem gościa . Schyliłam sie jeszcze po cukierniczkę. Usiadłam na przeciwko niej posłodziłam swój napój .
-Betty wiesz że było mi po tym wszystkim ciężko ale już nie biorę i nie mam zamiaru.-zaczęłam rozmowę
-Czyli mi wybaczysz że cię zostawiłam?-zapytała z uśmiechem który u niej uwielbiałam
-Yhym jeśli ty mi wybaczysz że brałam.
-Oczywiście . Chodź tu do mnie. -przytuliłam się do niej mocno . Lubiłam gdy mnie przytulała.
-Idziemy pooglądać tv?
-Hmm.. bardzo zacna propozycja milordzie .-zaśmiałyśmy się . Dzięki niej nie jestem taka zdołowana śmiercią cioci. Wzięłyśmy chpisy i podreptałyśmy przed telewizor. Włączyłyśmy Toma i Jerry'ego bardzo lubiłyśmy tą bajkę. Ja zawsze chciałam żeby ten kochany kot w końcu złapał tą paskudną mysz, a moja przyjaciółka na odwrót bo nie lubiła kotów . Oglądałyśmy kreskówkę do jej zakończenia czyli do 17.30. Co by tu robić?
-Może zjemy coś? -zapytałam
-Jeszcze się pytasz.Chodź-pociągnęła mnie za rękę do kuchni. Zrobiłyśmy spaghetti.
Po chwili już wszystko zjadłyśmy, więc poszłyśmy do salonu, popijając herbatę.
-Wiesz co..-zaczęłam temat.-zamierzam wyjechać z Londynu.
-Gdzie?
-Do USA. Mieszka tam Stell, to moja kuzynka. Pierwszy raz widziałam ją na pogrzebie, więc w miedzy czasie zaoferowała mi, abym tam poleciała.
-Do Ciebie należy decyzja.
-Chyba tam urodzę dziecko, co o tym myślisz?
-Ty jesteś wciąży? Ale jak to z kim?-zapytała z niedowierzaniem.
-Yhym nie mówiłam Ci?-wyjąkałam, głupkowacie klępiąc się po głowie, by nie łapać z nią kontaktu wzrokowego.-Nie wiem z kim.-wyszeptałam.
-Uhuhu któy miesiąc.
-Pierwszy.
-Aaa to temu się nie zorientowałam.
-No.-wydukałam nabierając łyka herbaty.
-Wiesz co ja już muszę lecieć, bo muszę jeszcze siostrę odebrać z zajęć, które kończą się już za dziesięć minut.
-Ok, to ja Cię nie zatrzymuję. Do zobaczenia.- pożeganłam się.
-Paa.
Cały czas chodziła mi po głowie propozycja Stelli. Może powinnam się tam wyprowadzić. Sądzę, że dobrze mi to zrobi. Tylko czy powiadomić chłopców, że wyjeżdżam. Może lepiej nie. W końcu spotkamy się za rok. Niecały rok. Ale żeby zapamiętać dokładniej te uśmiechnięte morki, odwiedzę ich.
sobota, 28 lipca 2012
wtorek, 24 lipca 2012
Trzydziesty szósty ♥
Po chwili gdy oni wyszli ja ubrałam na siebie płaszcz i wyszłam z domu. Szłam uliczkami Londynu myśląc nad życiem. Co jeśli to kogoś innego dziecko. Modliłam się jednak w duchu aby to dziecko Jaon'a i żeby było do niego podobne. Bo jeśli będzie kogoś innego. Tak to ja puszczalska i na co mi to było..Spojrzałam na wyświetlacz telefonu ..godzina 23.30 ale się zamyślałam ale kto by się nie zamyślił po takim czymś.Udałam się w kierunku domu doszłam o równej północy. Poczłapałam na góre wzięłam piżamę i udałam się do łazienki ,wzięłam prysznic. Pachnąca i przebrana udałam się do swojego pokoju w którym momentalnie rzuciłam się na łóżko. Zasnęłam od razu.
*Następnego dnia*
Obudził mnie budzik. A nie idę do szkoły nie chce się mi nie będę się przemęczać to może wyjść na złe dziecku. Noo teraz mam wymówkę przed ciocią dlaczego też nie chodzę do szkoły. No dobra mniejsza z tym ponownie udałam się w objęcia Morfeusza. Obudziłam się o godzinie 11 . Ale dłuco spałam to do mnie nie podobne no dobra żartowałam często tak długo śpię.Wstałam z łóżka i postanowiłam zrobic sobie na śniadanie tosty z dżemorem. Po 15 minutach zajadałam się tostami. Gdy zjadłam włożyłam naczynia do zmywarki i poszłam się ubrac. Wybrała zwykłe dresy i naciągniętą koszulę. Zeszłam do salonu i walnęłam się na kanpę włączając tv. Tak minęła mi połowa dnia, gdy nagle zadzwonił na domowy telefon nieznajomy numer. Mój głos dziwnie drgał.
-Hallo?
-Czy tutaj Phobe Scott.
-Taak, w czym moge pomóc?
-Twoja ciocia Lisa Scott jest w krytycznym stanie.
-Co?-wydarłam się przez słuchawkę, z nie dowieżeniem.
-Jak najprędzej przyjedź do szpitala St. George Hospital in London.
-Dobrze zaraz tam będę.
Szybko zamówiłam taksówkę. Rozczęsiona stałam przed domem i czekałam. Za niecałe 5 minut pojazd był pod domem. Droga do tego szpitala zajmowała ok 15 minut. Wgapiona w przestrzeń za oknem rozmyślałam nad tym co właśnie się wydarzyło. Jeszcze do tego ta ciąża, ja tego nie zniosę. Szybko zapłaciłam taksówkarzowi i wyszłam. Podeszłam do rejestracji.
-Na jakiej sali leży Lisa Scott ?
-A pani to jej rodzina?
-Tak. Mam tylko ją to moja ciocia.
-Ona leży na odziale intesywnej terapii w sali nr. 122. Nie jestem pewna, czy możesz tam wejść. -Gdy to usłyszałam momentalnie pobiegłam długiem korytarzem do drzwi na których było napisany "Odział intesywnej terapi". Drzwi nie dało się otworzyć. Łzy napłynęły mi do oczu
_________________________________________
Chcę przeprosić, że taki krótki. :) Jak myślicie co wydarzy się dalej? Macie jakieś dziwne przeczucia.
*Następnego dnia*
Obudził mnie budzik. A nie idę do szkoły nie chce się mi nie będę się przemęczać to może wyjść na złe dziecku. Noo teraz mam wymówkę przed ciocią dlaczego też nie chodzę do szkoły. No dobra mniejsza z tym ponownie udałam się w objęcia Morfeusza. Obudziłam się o godzinie 11 . Ale dłuco spałam to do mnie nie podobne no dobra żartowałam często tak długo śpię.Wstałam z łóżka i postanowiłam zrobic sobie na śniadanie tosty z dżemorem. Po 15 minutach zajadałam się tostami. Gdy zjadłam włożyłam naczynia do zmywarki i poszłam się ubrac. Wybrała zwykłe dresy i naciągniętą koszulę. Zeszłam do salonu i walnęłam się na kanpę włączając tv. Tak minęła mi połowa dnia, gdy nagle zadzwonił na domowy telefon nieznajomy numer. Mój głos dziwnie drgał.
-Hallo?
-Czy tutaj Phobe Scott.
-Taak, w czym moge pomóc?
-Twoja ciocia Lisa Scott jest w krytycznym stanie.
-Co?-wydarłam się przez słuchawkę, z nie dowieżeniem.
-Jak najprędzej przyjedź do szpitala St. George Hospital in London.
-Dobrze zaraz tam będę.
Szybko zamówiłam taksówkę. Rozczęsiona stałam przed domem i czekałam. Za niecałe 5 minut pojazd był pod domem. Droga do tego szpitala zajmowała ok 15 minut. Wgapiona w przestrzeń za oknem rozmyślałam nad tym co właśnie się wydarzyło. Jeszcze do tego ta ciąża, ja tego nie zniosę. Szybko zapłaciłam taksówkarzowi i wyszłam. Podeszłam do rejestracji.
-Na jakiej sali leży Lisa Scott ?
-A pani to jej rodzina?
-Tak. Mam tylko ją to moja ciocia.
-Ona leży na odziale intesywnej terapii w sali nr. 122. Nie jestem pewna, czy możesz tam wejść. -Gdy to usłyszałam momentalnie pobiegłam długiem korytarzem do drzwi na których było napisany "Odział intesywnej terapi". Drzwi nie dało się otworzyć. Łzy napłynęły mi do oczu
_________________________________________
Chcę przeprosić, że taki krótki. :) Jak myślicie co wydarzy się dalej? Macie jakieś dziwne przeczucia.
poniedziałek, 23 lipca 2012
Trzydziesty piąty ♥
A Lucy się nie chciało. Więc wstałam i otworzyłam przedemną stała 5 chłopaków z ogromnym miesiem . Wybłuszyłam oczy . Był biały i trzymał serduszko z napisam "Happy brithday" Rzuciłam się im na szyję . Pocałowałam każdego w polik i zaprosiłam do środka.
-Dziękuję . LUCY!-zawołałam a moim oczom ukazała się szatynka . -Lucy od prawej Louis . Harry, Zayn, Niall i Liam chłopcy to jest Lucy koleżanka z klasy . -uśmiechnęła się . Czyżby nie wiedziała kim oni są? Hah jedank tak nie było, przez chwilę nie mogła złapać oddechu. Po chwili przeraźliwy krzyk rozległ się po miekszakniu i okolicy.
Uspokuj się, i ładnie się przywitaj.-wyszeptałam.
-Spoko.-powiedziała szatynka. Po czym przywitała się z każdym po kolei. Wszyscy udaliśmy się do salonu. Ja od razu zamówiłam pizze max. Czekając na nią Lucy zabrała głos.
-Jak się poznaliście?-zapytała.
-Eh do długa historia... Liam opowiedz jej.-oznajmiłam, mimo wolnie przypatrując się chłopakowi.
-Jasne.. no to więc tak, za pierwszym razem spotkaliśmy się na koncercie... a potem wszystko się tak dzwinie potoczyło. To chyba mniej więcej tyle.- powiedział.
-Tsaa...- zachichotałam.
Po chwili odszła pizza. Wszyscy zasiedliliśmy się na kanapie i zaczeliśmy oglądać komedię. Film szybko się skończył tak jak i ta pizza.
-To może pojedziemy do jakiegoś klubu moim nowym autkiem?-zapytałam cwanicko trzymając kluczyki w ręce od nowego "cacka".
-Jasne przecież to twoje urodziny.-powiedział Harry. Pozostali chłopcy i Lucy przytaknęli.
-Hola, hola ja nie mam prawajazdu.-zachichotałam.
-Haha cała Phoba, chce jechać a nie umie. Ok my z Harrym możemy być kierowcami.-oznajmił Lou
- Albo w sumie to zły pomysł, ponieważ nie będziemy mogli uczcić tego dnia. Może pojedizmy limuzyną?-zasugerował Harry.
-Ok ok to już do was należy haha.-zaśmiałam się.-Lucy oczywiście ty też jesteś zaproszona.
-Yhym.. tylko ja nie wiem czy będę mogła.. no wiesz.-wymigała się.
-Jasne.. to do jutra w szkole.-pożnegnałam się.
-Paa.-powiedziała po czym cmoknęła mnie w policzek.
-Hm.. to co idziemy?-zapytał zniecierpliwiony Zayn.
-Jasne.-powiedziałam wychodząc z domu.
Limuzyna czekała już pod domem. Zanim się zorienotowaliśmy juz byliśmy pod klubem. Tam o dziwo nie było dużego przepychu. Zamówiliśmy po drinku i usiadliśmy przy większym stoliku. Popijając napój, miałam dziwne uczucie. Jakby coś się we mnie gotowało. Nic nie przypuszczając piłam dalej. Gdy nagle nogi zrobiły swoje i szybko wybiegłam do toalety. Ledwo co zdązyłam. To było straszne uczucie. Dobrze, że za dwa dni idę do lekarza i wszystko się wyjaśmi. Przynajmniej mam taką nadzieję. Gdy podporzątkowałam się wyszłam z ubikacji i zasiadłam ponownie przy stole.
-Wszystko wporządku? Może odwiozę Cię do domu.-zasugerował Liam. Który jako jedyny był trzeźwy.
-Nie nie nie musicie sobie psóć wieczoru przezemnie ja po prostu muszę to odstawić.-powiedziała oddalając od siebie drinka.
-Chodź.-wziął mnie pod rękę i wyprowadził mnie z klubu . Udalismy się do samochodu stojacego na parkuingu. Otworzył mi drzwi ,posłałam mu jeden z moich uśmiechów.Ruszylismy do mojego domu w ciszy. Po paru minutach bylism,y pod moim domem.
-Wejdziesz?-zapytałam
-Nie., muszę jeszcze po chłopków jechac.
-A no tak to do zobaczenia.
Weszłam do domu nikogo nie było w domu. Poszłam na górę i położyłam się na moim łóżku z myslą że jutro muszę is do ginekologa na 11 zasnęłam.
*Następnego dnia godzina 10*
Obudziłam się dziwne że tak punktualnie. Wstałam , wyciągnęłam z szafy bieliznę i ubrania .Weszłam pod prysznic i zmyłam z siebie cały bród. Wyszłam z kabiny ,ubrałam się i wysuszyłam włosy. Wyszłam z łazienki i zeszłam na dół wzięłam po drodze jabłko z kuchni i udałam się na przystanek autobusowy. Nie czekał długo podjechał duzy czerwony autobus kupiłam bilet i czekałam aż autobus zatrzymie się dla mnie na odpowiednim przystanku. Niepewnie szłam w kierunku ośrodka. Dziwne myśli przechdziy przeze mnie.Gdy dotarłam na miejsce, niecierpliwie czekałąm na swoją kolej. Ręce zaczęły mi się trząść, kropelka potu spływała mi po twarzy. Przez głośnik rzekazano moje imię. Weszłam do środka. Wcale to mnie nie uspokoiło. Usiadłam na swoje miejsce. Lekarz zrobił mi wszystkie potrzebne badania.
-Tak jak się spodziewałem....-przerwał.
-Co? Coś nie tak?-zapytałam.
-Pani jest wciąży.-oznajmił. Uczucie szczęścia przeszły przezemnie. Na samą myśl kąciki mych ust podnosiły się. Bardzo kochałam dzieci, nie myśląc o tym, że już wkrótkce mogęmieć własne.
-Dowidzenia.-odpowiedziałam biorąc z biurka, potrzebne formlaności i badania. Wyszłam z przychodni, po czymwezwałam taksówkę. Już po chwili byłam pod domem. Weszłam do domu, i usiadłam w salonie. Popijając wodę myślałam co będzie dajej, kogo to dziecko, jak o tym powiem cioci i ojcu dziecka. Przecież będę musiała mu powiedzieć, by to dziecko miało normalną rodzinę. Siedziałam tak do czasu, gdy pprzyszła ciocia.
-Hej Phob, i jak tam u lekarza?-zapytała optymistycznie.
-Heh jestem wciąży.-radośnie podzieliłam się tą informacją.
-To wspaniala.-oznajmiła.-A wiesz kto jest ojcem?-zapytała.
-Nie.-odpowiedziałam niemrawo.
-To będziesz musiała teraz zrobić odpowiednie badania.-powiedziała.
-Tak wiem.-rzekłam gdy w mięzyczasie ciocia głaskała mnie po głowie.- Idę do siebie.-powiedziałam.
Tak więc poszlam do siebie. Nie zdążyłam ledwo co właczyć laptopa, gdy ktoś weszedł nieproszony do mojego pokoju. Tak jak myślałam to byli chłopcy.
Tak jak myślałam to byli chłopcy. Co ja mam im powiedzec że kogo to dziecko?
-I jak tam u lekarza?-zapytał Liam gdy już rozgościli się w moim pokoju
-Emm.. no a więc jestem w ciąży z.. Jonem
-Ten dupek. -zaczął Hazza
-Nie martw się i tak to dziecko wychowam .-powiedziałam szczerze i się uśmiechnęłam
-Innego wyjścia nie ma .-podsumował Liam
-Będziemy wujakami.-skał Louis i zaczął przytulac się do mnie
-Dobra bo mnie udusisz Tomilson . -powiedziałam ledwo łapiąc oddech
-Przepraszam -rozluźnił uścisk ale i tak mnie przytulał
-Mógłbyś mnie puścic?-zapytałam
-Tak ale pod jednym warunkiem. -powiedział szczerząc się do mnie
-Słucham .
-Daj zobaczyc brzuch-zrobił słodkie oczka
-Przecierz to pierwszy miesiąc nic nie widac -podsumowałam
-Ale i tak chcę zobaczyc -puśił mnie i rozkazał położyc się na łóżku
-Serio?-zapytałam
-Tak odkryj bluzkę.-zrobiłam tak jak mi kazał . Przybliżył się do mojego brzucha . Ja nic nie widziałam po chwili nademna stała pozostała czwórka tępo gapiąc się na mój brzuch.
-I co zobaczyliście coś?-zapytałam ,oderwali wzrok od brzucha i spojrzeli wszyscy na mnie jednocześnie.
-Tak-powiedział uradowany Lou . -Już ci brzuch rośnie.-zakryłam brzuszek z powrotem bluzką i usiadłam na łóżku. Tomilson zaczął zmyślac chyba mu lepsze okulary kupię albo soczewki. I ponownie zaczął tańczyc swój taniec radości a po chwili dołączyła do niego reszta. Patrzyłam się na nich jak na warjatów. Jak patrzałam na toz góry to nie wiedziałam czy się smiać czy płakać.
-Z kim ja się zdaję?-wypowiedziałam sama do siebie.
-Z seksownymi, utalentowalnymi, hm... interesującymi, "normlanymi nastolatkami"- powiedział Harry.
-Tsaa.. coś ja tu normalnych to nie widzę. - oznajmiłam.
-Oj tam oj tam.-powiedział Niall.
-Co teraz będzie?-zapytał Liam.
-Hm... a co ma być. Wiem jedno, wychowamam to dziecko najlepiej jak mogę.-odpowiedziałam
-Wiedź, że mozesz na nas liczyć, bez względy na wszystko.-powiedział Zayn.
-Ok, ok dość już o mnie.-rzekłam trzymając się za brzuch.- Co tam u was?
-A u nas po staremu, ale będziemy wujkami.-zaśmiał się Harry.
-Noo ja nie wiem czy tylko wujkami.-powiedziałam pod nosem.
-Co?-wydukał Zayn.
-Nic, nic. Będę musiała zrobić odpowiednie badania i tak dalej.- wybrnęłam z tego, jakiś cudem.
-Jasne.-dodał Lou.
-To my się będziemy zbierać,damy Ci odpocząć.-powiedział Niall.
-To do zobaczenia.-pozegnałam się całując każdego z nich w policzek.
_______________________________________
Z góry przepraszam, za błędy, ale nie chciało mi się ich poprawiać :D
-Dziękuję . LUCY!-zawołałam a moim oczom ukazała się szatynka . -Lucy od prawej Louis . Harry, Zayn, Niall i Liam chłopcy to jest Lucy koleżanka z klasy . -uśmiechnęła się . Czyżby nie wiedziała kim oni są? Hah jedank tak nie było, przez chwilę nie mogła złapać oddechu. Po chwili przeraźliwy krzyk rozległ się po miekszakniu i okolicy.
Uspokuj się, i ładnie się przywitaj.-wyszeptałam.
-Spoko.-powiedziała szatynka. Po czym przywitała się z każdym po kolei. Wszyscy udaliśmy się do salonu. Ja od razu zamówiłam pizze max. Czekając na nią Lucy zabrała głos.
-Jak się poznaliście?-zapytała.
-Eh do długa historia... Liam opowiedz jej.-oznajmiłam, mimo wolnie przypatrując się chłopakowi.
-Jasne.. no to więc tak, za pierwszym razem spotkaliśmy się na koncercie... a potem wszystko się tak dzwinie potoczyło. To chyba mniej więcej tyle.- powiedział.
-Tsaa...- zachichotałam.
Po chwili odszła pizza. Wszyscy zasiedliliśmy się na kanapie i zaczeliśmy oglądać komedię. Film szybko się skończył tak jak i ta pizza.
-To może pojedziemy do jakiegoś klubu moim nowym autkiem?-zapytałam cwanicko trzymając kluczyki w ręce od nowego "cacka".
-Jasne przecież to twoje urodziny.-powiedział Harry. Pozostali chłopcy i Lucy przytaknęli.
-Hola, hola ja nie mam prawajazdu.-zachichotałam.
-Haha cała Phoba, chce jechać a nie umie. Ok my z Harrym możemy być kierowcami.-oznajmił Lou
- Albo w sumie to zły pomysł, ponieważ nie będziemy mogli uczcić tego dnia. Może pojedizmy limuzyną?-zasugerował Harry.
-Ok ok to już do was należy haha.-zaśmiałam się.-Lucy oczywiście ty też jesteś zaproszona.
-Yhym.. tylko ja nie wiem czy będę mogła.. no wiesz.-wymigała się.
-Jasne.. to do jutra w szkole.-pożnegnałam się.
-Paa.-powiedziała po czym cmoknęła mnie w policzek.
-Hm.. to co idziemy?-zapytał zniecierpliwiony Zayn.
-Jasne.-powiedziałam wychodząc z domu.
Limuzyna czekała już pod domem. Zanim się zorienotowaliśmy juz byliśmy pod klubem. Tam o dziwo nie było dużego przepychu. Zamówiliśmy po drinku i usiadliśmy przy większym stoliku. Popijając napój, miałam dziwne uczucie. Jakby coś się we mnie gotowało. Nic nie przypuszczając piłam dalej. Gdy nagle nogi zrobiły swoje i szybko wybiegłam do toalety. Ledwo co zdązyłam. To było straszne uczucie. Dobrze, że za dwa dni idę do lekarza i wszystko się wyjaśmi. Przynajmniej mam taką nadzieję. Gdy podporzątkowałam się wyszłam z ubikacji i zasiadłam ponownie przy stole.
-Wszystko wporządku? Może odwiozę Cię do domu.-zasugerował Liam. Który jako jedyny był trzeźwy.
-Nie nie nie musicie sobie psóć wieczoru przezemnie ja po prostu muszę to odstawić.-powiedziała oddalając od siebie drinka.
-Chodź.-wziął mnie pod rękę i wyprowadził mnie z klubu . Udalismy się do samochodu stojacego na parkuingu. Otworzył mi drzwi ,posłałam mu jeden z moich uśmiechów.Ruszylismy do mojego domu w ciszy. Po paru minutach bylism,y pod moim domem.
-Wejdziesz?-zapytałam
-Nie., muszę jeszcze po chłopków jechac.
-A no tak to do zobaczenia.
Weszłam do domu nikogo nie było w domu. Poszłam na górę i położyłam się na moim łóżku z myslą że jutro muszę is do ginekologa na 11 zasnęłam.
*Następnego dnia godzina 10*
Obudziłam się dziwne że tak punktualnie. Wstałam , wyciągnęłam z szafy bieliznę i ubrania .Weszłam pod prysznic i zmyłam z siebie cały bród. Wyszłam z kabiny ,ubrałam się i wysuszyłam włosy. Wyszłam z łazienki i zeszłam na dół wzięłam po drodze jabłko z kuchni i udałam się na przystanek autobusowy. Nie czekał długo podjechał duzy czerwony autobus kupiłam bilet i czekałam aż autobus zatrzymie się dla mnie na odpowiednim przystanku. Niepewnie szłam w kierunku ośrodka. Dziwne myśli przechdziy przeze mnie.Gdy dotarłam na miejsce, niecierpliwie czekałąm na swoją kolej. Ręce zaczęły mi się trząść, kropelka potu spływała mi po twarzy. Przez głośnik rzekazano moje imię. Weszłam do środka. Wcale to mnie nie uspokoiło. Usiadłam na swoje miejsce. Lekarz zrobił mi wszystkie potrzebne badania.
-Tak jak się spodziewałem....-przerwał.
-Co? Coś nie tak?-zapytałam.
-Pani jest wciąży.-oznajmił. Uczucie szczęścia przeszły przezemnie. Na samą myśl kąciki mych ust podnosiły się. Bardzo kochałam dzieci, nie myśląc o tym, że już wkrótkce mogęmieć własne.
-Dowidzenia.-odpowiedziałam biorąc z biurka, potrzebne formlaności i badania. Wyszłam z przychodni, po czymwezwałam taksówkę. Już po chwili byłam pod domem. Weszłam do domu, i usiadłam w salonie. Popijając wodę myślałam co będzie dajej, kogo to dziecko, jak o tym powiem cioci i ojcu dziecka. Przecież będę musiała mu powiedzieć, by to dziecko miało normalną rodzinę. Siedziałam tak do czasu, gdy pprzyszła ciocia.
-Hej Phob, i jak tam u lekarza?-zapytała optymistycznie.
-Heh jestem wciąży.-radośnie podzieliłam się tą informacją.
-To wspaniala.-oznajmiła.-A wiesz kto jest ojcem?-zapytała.
-Nie.-odpowiedziałam niemrawo.
-To będziesz musiała teraz zrobić odpowiednie badania.-powiedziała.
-Tak wiem.-rzekłam gdy w mięzyczasie ciocia głaskała mnie po głowie.- Idę do siebie.-powiedziałam.
Tak więc poszlam do siebie. Nie zdążyłam ledwo co właczyć laptopa, gdy ktoś weszedł nieproszony do mojego pokoju. Tak jak myślałam to byli chłopcy.
Tak jak myślałam to byli chłopcy. Co ja mam im powiedzec że kogo to dziecko?
-I jak tam u lekarza?-zapytał Liam gdy już rozgościli się w moim pokoju
-Emm.. no a więc jestem w ciąży z.. Jonem
-Ten dupek. -zaczął Hazza
-Nie martw się i tak to dziecko wychowam .-powiedziałam szczerze i się uśmiechnęłam
-Innego wyjścia nie ma .-podsumował Liam
-Będziemy wujakami.-skał Louis i zaczął przytulac się do mnie
-Dobra bo mnie udusisz Tomilson . -powiedziałam ledwo łapiąc oddech
-Przepraszam -rozluźnił uścisk ale i tak mnie przytulał
-Mógłbyś mnie puścic?-zapytałam
-Tak ale pod jednym warunkiem. -powiedział szczerząc się do mnie
-Słucham .
-Daj zobaczyc brzuch-zrobił słodkie oczka
-Przecierz to pierwszy miesiąc nic nie widac -podsumowałam
-Ale i tak chcę zobaczyc -puśił mnie i rozkazał położyc się na łóżku
-Serio?-zapytałam
-Tak odkryj bluzkę.-zrobiłam tak jak mi kazał . Przybliżył się do mojego brzucha . Ja nic nie widziałam po chwili nademna stała pozostała czwórka tępo gapiąc się na mój brzuch.
-I co zobaczyliście coś?-zapytałam ,oderwali wzrok od brzucha i spojrzeli wszyscy na mnie jednocześnie.
-Tak-powiedział uradowany Lou . -Już ci brzuch rośnie.-zakryłam brzuszek z powrotem bluzką i usiadłam na łóżku. Tomilson zaczął zmyślac chyba mu lepsze okulary kupię albo soczewki. I ponownie zaczął tańczyc swój taniec radości a po chwili dołączyła do niego reszta. Patrzyłam się na nich jak na warjatów. Jak patrzałam na toz góry to nie wiedziałam czy się smiać czy płakać.
-Z kim ja się zdaję?-wypowiedziałam sama do siebie.
-Z seksownymi, utalentowalnymi, hm... interesującymi, "normlanymi nastolatkami"- powiedział Harry.
-Tsaa.. coś ja tu normalnych to nie widzę. - oznajmiłam.
-Oj tam oj tam.-powiedział Niall.
-Co teraz będzie?-zapytał Liam.
-Hm... a co ma być. Wiem jedno, wychowamam to dziecko najlepiej jak mogę.-odpowiedziałam
-Wiedź, że mozesz na nas liczyć, bez względy na wszystko.-powiedział Zayn.
-Ok, ok dość już o mnie.-rzekłam trzymając się za brzuch.- Co tam u was?
-A u nas po staremu, ale będziemy wujkami.-zaśmiał się Harry.
-Noo ja nie wiem czy tylko wujkami.-powiedziałam pod nosem.
-Co?-wydukał Zayn.
-Nic, nic. Będę musiała zrobić odpowiednie badania i tak dalej.- wybrnęłam z tego, jakiś cudem.
-Jasne.-dodał Lou.
-To my się będziemy zbierać,damy Ci odpocząć.-powiedział Niall.
-To do zobaczenia.-pozegnałam się całując każdego z nich w policzek.
_______________________________________
Z góry przepraszam, za błędy, ale nie chciało mi się ich poprawiać :D
piątek, 20 lipca 2012
Trzydziesty czwarty ♥
Hmm.. sala nr. 52 zaczęłam szukać pomieszczenia na mapce którą otrzymałam. Po 10 minutah błądzenia bez przyczyn po szkole znalazłam upragniona klasę no może nie aż tak upragnioną. Zapukałam do klasy i otwozyłam drzwi. Przy tablicy stał jakiś facio ok 35 lat. Nie grzeszył urodą .
-Dzień dobry. Czy to lekcja fizyki z panem Borne?-zapytałam
-Tak ty pewnie jesteś Pheob. -powiedział pokiwałam twierdząco głową.-Usiądź.-wskazał na ławkę obok jakiejś tapeciary. Aż mnie ciarki przeszły. Usiadłam na miejscu wcześniej wskazanym. Słuchałam tego gościa odniechcenia nie chciałam mniec już u niego na pieńku. Nagle źle się poczułam.
-Proszę pana mogę do łazienki?-zapytałam szybko nim mi odpowiedział już wybiegła z sali szukajac najbliższej łazienki. Szybko ja odnalazłam wbiegłam do niej i zaczęłam wymiotowac do muszli. Dziwenie się czułam . Przepłukałam wodą usta i ruszyłam z powrotem do klasy. Pan Borne nic mi nie powiedział na moje zachowanie na szczęście. Po 5 minutach siedzenia na tej nudnej fizyce nareszcie zabrzmiał upragniony dzwonek. Tak jeszcze przez 7 godzin tkwiłam w szkole . W końcu zabrzmiał upragniony ostatnio dzwonek niestety tego dnia. Jutro znów powtórka. Udałam się w stronę domu cioci.
-Jestem!.-zawołałam na cały dom, gdy już doszłam do niego. Nikogo nie było. Dziwne, podreptałam na górę do swojego pokoju. Przebrałam się w czarne dresu, luźną koszulkę, a włosy związałam w luźnego koka. Zeszłam na dół do kuchni, otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam z niej jogurt truskawkowy. Z powrotem poszłam na górę, wyciągłam z plecaka zeszyt w którym miałam zadanie. Zaczęłam je odrabiać. Gdy nagle usłyzałam dzwonek do drzwi. Szybko zbiegłam na dół, po schodach. Otworzyłam drzwi, a moim oczą ukazał się zespół One Direction. Przywitałam się z każdym po kolei. Po czym wpóściłam ich do środka. Zasiedliśmy się przed telewizorem i włączyliśmy jakiś tam film. Chłopcy bardzo śmiesznie się zachwowyali, tak się smiałam, że aż łzy napłynęły mi do oczy. Po chwili poczułam, że jakby coś mi się zwracało. Szybko pobiegłam do łazienki. Pochyliłam się nad muszlą i zwymiotowałam. Gdy problem ustał usłyszałam głos Liama który, przedostawał się przez drzwi.
-Wszystko gra ? -zapytał.
-Tak to tylko zatrucie.-oznajmiłam wychodząc z łazienki.
-Powinnaś iść do lekarza.-powiedział Harry.
-Wiem-powiedziałam przełykając ślinę.
-To na co ty czekasz, najelepiej teraz chodz, ja Cię zawiozę.-zaproponował Lou.
Tak jak zaproponował takz robiliśmy. Po 15 minutach byliśmy u w przychodzi. Chwilę cała rejestracja musiała potrwać, ale czekałam cierpliwie. Po chwil weszłam do gabinetu.
-Dzieńdobry.-przywitałam.
-Witam.-odpowiedział nieznajomy mi głos.
Oczywiście musiałam powiedzieć co mi dolego itd. Jednak lekarz nic nie wskórał. Kazał mi iść do ginekologa, a ja uważałam to za normalną rzecz. Wyszłam z gabinetu i z powrotem poszłam do recepcji. Wszystko załatwione. Do lekarza umówiłam się dopiero za 3 tygonie. Ooo prawie przed moimi urodzinami.-pomyślałam. Razem z Louisem udaliśmy się do domu.
*Następny dzień*
Obudziło mnie to hujostwo nazywanie nie inaczej jak budzik! Przetarłam oczy i spojrzałam na budzik 7.30. Oszzz ty spóźnie się do szkoły wstałam szybko z łóżka aż zakręciło mi się w głowie a przed oczyma miałam tylko czarne plamy. Przeszło mi wyciągnęłam z szafy byle jaki zestaw i pobiegłam do łazienki . Załatwiłam poranne czynności i wyszłam z łazieniki. Poszłam się spakować i zeszłam na dół. Spojrzałam na zegar 8.00 . Taa pięknie no ale jeśli już jestem spóźniona to nie będę się śpieszyć. Popatrzyłam jeszcze na datę oooo dziś są moje 18 urodzinki :D . Nie żebym się jakoś specjalnie cieszyła. Spakowałam śniadanie i udałam się w kierunku szkoły. Wolnym krokiem na pierwszej lekcji hm.. matematyka :/ No jakoś przeżyje . Spojrzałam na telefon 8.30 okej zostało 15 minut do dzwonka . Stanęłam przed salą i zapukałam . Weszłam wszystkie oczy zostały skierowane na moja osobę.
-Dzień dobry . Przepraszam za spóźnienie .
-Ehh.. siadaj ale i tam masz spóźnienie.-powiedział i usiadłam do wolnej ławki.
Lekcja na szczęście szybko się skończyła. Weszłam na korytarz . Zauważyłam pod schodami ładną dziewczynę siedziała skulona. Postanowiłam do niej podejść.
-Hej czemu sama tutaj siedzisz?-podniosła swój wzrok i ujrzałam jej czarne oczy wlampione we mnie. Uśmiechnęłam się.
-Nie jestem lubiana.-powiedziała
-Oj tam jestem Pheob. A ty?
-Na pewno chcesz się ze mną zadawać zniszczysz sobie reputację.-powiedziała smutna
-Nie obchodzi co myślą o mnie inni. A teraz powiedz jak się nazywasz.-posłałam jej ciepły uśmiech
-Lucy.-uśmiechnęła się miała naprawdę ładny uśmiech. Siedziałyśmy pod schodami okazało się że chodzi do tej lasy co ja. I jej nie zauważyłam ależ ja spostrzegawcza.Rozmawiałyśmy aż wpadłam na pomysł.
-Słuchaj a może wpadłabyś dziś do mnie mam urodziny i nie chcę siedzieć sama. -powiedziałam
-Em.. no mogę przyjść a i w ogóle wszystkiego najlepszego.
-Dzięki to po szkole od razu?
-Tak tylko wyśle do mamy sms'a że przyjdę później. -zadzwonił dzwonek. Ruszyłyśmy na lekcję . Szybko przeleciało mi jeszcze 5 godzin w szkole. Wyszłyśmy razem i udałyśmy się w kierunku domu mojej ciotki . Doszłyśmy szybko.
-Jestem!-zawołałam ciocia zeszła na dół- Ciociu to jest Lucy koleżanka ze szkoły.
-Dobrze . Miło mi ja muszę iść do pracy będę jutro i wszystkiego najlepszego i prezent dla ciebie stoi w garażu.-powiedziała pocałowała mnie w czoło i wyszła . Ja lekko oszołomiona pobiegłam do garażu a tam stało srebrne auto bez dachu <wow>
-Mam urojenia?-zapytałam Lucy która stała obok mnie uśmiechnięta
-Nie ja też tutaj widzę auto. Dobra chodźmy i zamknij tą buzię.-powiedziała i wbiła mi palce w żebra.
-Auu.-zawyłam- Boli. Chodź zjemy coś-oddałam jej tym samym aż się skrzywiła. Udałyśmy się w kierunku kuchni na talerzu była góra naleśników podałem je na 2 talerze i polałam syropem klonowym. Po 10 minutach zjadłyśmy i udałyśmy się przed telewizor wcześniej wkładając naczynia do zmywarki.Usiadłyśmy na kanapie i leciały "Pamiętniki z wakacji". Ktoś zadzwonił do drzwi. Nie chciało się mi stawać ale mus to mus.
-Dzień dobry. Czy to lekcja fizyki z panem Borne?-zapytałam
-Tak ty pewnie jesteś Pheob. -powiedział pokiwałam twierdząco głową.-Usiądź.-wskazał na ławkę obok jakiejś tapeciary. Aż mnie ciarki przeszły. Usiadłam na miejscu wcześniej wskazanym. Słuchałam tego gościa odniechcenia nie chciałam mniec już u niego na pieńku. Nagle źle się poczułam.
-Proszę pana mogę do łazienki?-zapytałam szybko nim mi odpowiedział już wybiegła z sali szukajac najbliższej łazienki. Szybko ja odnalazłam wbiegłam do niej i zaczęłam wymiotowac do muszli. Dziwenie się czułam . Przepłukałam wodą usta i ruszyłam z powrotem do klasy. Pan Borne nic mi nie powiedział na moje zachowanie na szczęście. Po 5 minutach siedzenia na tej nudnej fizyce nareszcie zabrzmiał upragniony dzwonek. Tak jeszcze przez 7 godzin tkwiłam w szkole . W końcu zabrzmiał upragniony ostatnio dzwonek niestety tego dnia. Jutro znów powtórka. Udałam się w stronę domu cioci.
-Jestem!.-zawołałam na cały dom, gdy już doszłam do niego. Nikogo nie było. Dziwne, podreptałam na górę do swojego pokoju. Przebrałam się w czarne dresu, luźną koszulkę, a włosy związałam w luźnego koka. Zeszłam na dół do kuchni, otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam z niej jogurt truskawkowy. Z powrotem poszłam na górę, wyciągłam z plecaka zeszyt w którym miałam zadanie. Zaczęłam je odrabiać. Gdy nagle usłyzałam dzwonek do drzwi. Szybko zbiegłam na dół, po schodach. Otworzyłam drzwi, a moim oczą ukazał się zespół One Direction. Przywitałam się z każdym po kolei. Po czym wpóściłam ich do środka. Zasiedliśmy się przed telewizorem i włączyliśmy jakiś tam film. Chłopcy bardzo śmiesznie się zachwowyali, tak się smiałam, że aż łzy napłynęły mi do oczy. Po chwili poczułam, że jakby coś mi się zwracało. Szybko pobiegłam do łazienki. Pochyliłam się nad muszlą i zwymiotowałam. Gdy problem ustał usłyszałam głos Liama który, przedostawał się przez drzwi.
-Wszystko gra ? -zapytał.
-Tak to tylko zatrucie.-oznajmiłam wychodząc z łazienki.
-Powinnaś iść do lekarza.-powiedział Harry.
-Wiem-powiedziałam przełykając ślinę.
-To na co ty czekasz, najelepiej teraz chodz, ja Cię zawiozę.-zaproponował Lou.
Tak jak zaproponował takz robiliśmy. Po 15 minutach byliśmy u w przychodzi. Chwilę cała rejestracja musiała potrwać, ale czekałam cierpliwie. Po chwil weszłam do gabinetu.
-Dzieńdobry.-przywitałam.
-Witam.-odpowiedział nieznajomy mi głos.
Oczywiście musiałam powiedzieć co mi dolego itd. Jednak lekarz nic nie wskórał. Kazał mi iść do ginekologa, a ja uważałam to za normalną rzecz. Wyszłam z gabinetu i z powrotem poszłam do recepcji. Wszystko załatwione. Do lekarza umówiłam się dopiero za 3 tygonie. Ooo prawie przed moimi urodzinami.-pomyślałam. Razem z Louisem udaliśmy się do domu.
*Następny dzień*
Obudziło mnie to hujostwo nazywanie nie inaczej jak budzik! Przetarłam oczy i spojrzałam na budzik 7.30. Oszzz ty spóźnie się do szkoły wstałam szybko z łóżka aż zakręciło mi się w głowie a przed oczyma miałam tylko czarne plamy. Przeszło mi wyciągnęłam z szafy byle jaki zestaw i pobiegłam do łazienki . Załatwiłam poranne czynności i wyszłam z łazieniki. Poszłam się spakować i zeszłam na dół. Spojrzałam na zegar 8.00 . Taa pięknie no ale jeśli już jestem spóźniona to nie będę się śpieszyć. Popatrzyłam jeszcze na datę oooo dziś są moje 18 urodzinki :D . Nie żebym się jakoś specjalnie cieszyła. Spakowałam śniadanie i udałam się w kierunku szkoły. Wolnym krokiem na pierwszej lekcji hm.. matematyka :/ No jakoś przeżyje . Spojrzałam na telefon 8.30 okej zostało 15 minut do dzwonka . Stanęłam przed salą i zapukałam . Weszłam wszystkie oczy zostały skierowane na moja osobę.
-Dzień dobry . Przepraszam za spóźnienie .
-Ehh.. siadaj ale i tam masz spóźnienie.-powiedział i usiadłam do wolnej ławki.
Lekcja na szczęście szybko się skończyła. Weszłam na korytarz . Zauważyłam pod schodami ładną dziewczynę siedziała skulona. Postanowiłam do niej podejść.
-Hej czemu sama tutaj siedzisz?-podniosła swój wzrok i ujrzałam jej czarne oczy wlampione we mnie. Uśmiechnęłam się.
-Nie jestem lubiana.-powiedziała
-Oj tam jestem Pheob. A ty?
-Na pewno chcesz się ze mną zadawać zniszczysz sobie reputację.-powiedziała smutna
-Nie obchodzi co myślą o mnie inni. A teraz powiedz jak się nazywasz.-posłałam jej ciepły uśmiech
-Lucy.-uśmiechnęła się miała naprawdę ładny uśmiech. Siedziałyśmy pod schodami okazało się że chodzi do tej lasy co ja. I jej nie zauważyłam ależ ja spostrzegawcza.Rozmawiałyśmy aż wpadłam na pomysł.
-Słuchaj a może wpadłabyś dziś do mnie mam urodziny i nie chcę siedzieć sama. -powiedziałam
-Em.. no mogę przyjść a i w ogóle wszystkiego najlepszego.
-Dzięki to po szkole od razu?
-Tak tylko wyśle do mamy sms'a że przyjdę później. -zadzwonił dzwonek. Ruszyłyśmy na lekcję . Szybko przeleciało mi jeszcze 5 godzin w szkole. Wyszłyśmy razem i udałyśmy się w kierunku domu mojej ciotki . Doszłyśmy szybko.
-Jestem!-zawołałam ciocia zeszła na dół- Ciociu to jest Lucy koleżanka ze szkoły.
-Dobrze . Miło mi ja muszę iść do pracy będę jutro i wszystkiego najlepszego i prezent dla ciebie stoi w garażu.-powiedziała pocałowała mnie w czoło i wyszła . Ja lekko oszołomiona pobiegłam do garażu a tam stało srebrne auto bez dachu <wow>
-Mam urojenia?-zapytałam Lucy która stała obok mnie uśmiechnięta
-Nie ja też tutaj widzę auto. Dobra chodźmy i zamknij tą buzię.-powiedziała i wbiła mi palce w żebra.
-Auu.-zawyłam- Boli. Chodź zjemy coś-oddałam jej tym samym aż się skrzywiła. Udałyśmy się w kierunku kuchni na talerzu była góra naleśników podałem je na 2 talerze i polałam syropem klonowym. Po 10 minutach zjadłyśmy i udałyśmy się przed telewizor wcześniej wkładając naczynia do zmywarki.Usiadłyśmy na kanapie i leciały "Pamiętniki z wakacji". Ktoś zadzwonił do drzwi. Nie chciało się mi stawać ale mus to mus.
czwartek, 19 lipca 2012
Trzydziesty trzeci ♥
*Godzinę później*
Wyjechaliśmy z domu czarnym autem oczywiście już spóźnieni dlatego też Lou który był kierowcą jechał jak szalony. Po 15 minutach byliśmy na miejscu. Weszliśmy za kulisy gdzie stylistki miały sie zając chłopcami. Usiadłam wygodnie na kanapie gdy podeszła do mnie jakaś kobieta.
-Phobe?-zapytała
-Tak to ja.-odpowiedziałam jej
-Chodź ze mną musimy cię przygotować.-powiedziała i wzięła mnie za rękę zrobiłam głupią minę. Nobo niby po co? Umalowała mnie i kazała się przebrać w szary t-shirt z błękitną kokardą. Niebieskie shorty, żakiet takiego samego koloru i szare buty . No nie powiem nie wyglądałam źle. Wyszłam z "gabinetu" i udałam się na korytarz gdzie czekali na mnie chłopcy.
-Woooow!-powiedzieli wszyscy zgodnie.
-Co?-zapytałam
-Super wyglądasz.-powiedział Harry
-Emm.. dzięki.-powiedziałam i się uśmiechnęłam. W końcu nadeszła a może nie w końcu godzina koncertu. Zaczęłam się stresować zaczął bolec mnie lekko brzuch strasznie się bałam. Miałam zaśpiewac z chłopcami tylko jedna piosenkę bo na więcej się nie zgodziłam.
Weszłam z chłopcami na scenę. Nie no kurwa ja tego nie zrobię-pomyślałam. Jednak było za późno. Niall opdał mi mikrofon do ręki. Zamknęłam oczy, nagle rozprzestrzeniła się melodia. To była ta piosenka. What Makes You Beautiful. Pierwszą wzrotke miałam ja zaśpiewać solo. Na szczęście Liam mi pomógł. Jeszcze nigdy się tak nie czułam. Miałam ochotę zrobić pawia. Ok jakoś wydusiłam z siebie too coś. Było to dziwne, miałam ochotę z tam tąd iść. Gdy patrzyłam przed siebie, widziałam tłum fanów które drą się w niebogłosy. Przeżyłam do końca tej piosenki i potem zeszłam za kulisy.Dziwne uczycie było tak jakby w moim brzuchu. Nie wiem czemu, ale coś zaprowadziło mnie do łazienki. To było przeczucie. Ledwo co tam weszłam i zwymiotowałam do muszli. Fee. Ok minęłam minuta za minutą, godzina za godziną. Prawie, gdy się otrzęsnęłam, chłopcy byli już po. Ja nie chciałam ich zamartwiać, więc o nim im nie mówiłam.
*Następnego dnia.
Dziś ciocia wracała do domu. Coś, źle to przeczuwałam. Ale ok, żyje się tylko raz. Dziwne uczucie leżało mi pod sercem. Gdy się pozbierałam poszłam dobudzić chłopców. Oni jednak już nie spali. Ogarnęliśmy trochę dom. Gdy nadeszło już popołudnie, ktoś zadzwonił do drzwi. Byłam przekonana w 100% że to ona, i się nie myliłam. Z uśmiechem na twarzy podeszłam do drzwi i otworzyłam je. Gdy ją zobaczyłam przypomniałam sobie, że muszę jej powiedzieć o tym co się stało przed tygodniem. To jeszcze nie teraz- pomyślałam. W międzyczasie przytuliłam ją aby się przywitać. ........... Chłopcy równie się z nią przywitali i wnieśli jej walizki do środka. Gadaliśmy tak i gadaliśmy. Parę godzin później chłopcy sobie poszli. Ja zrobiłam nam kawę. Czas jej o wszystkim powiedzieć-pomyślałam.
-Cioci ja muszę Ci coś powiedzieć.
-Coś się stało?-zapytała.
-Tak, i nie wiem czy Ci się to spodoba.-na chwile przerwałam w zamyśleniu.-No bo mnie... mnie. Jon no bo on mnie... zgwałcił. -powiedziałam cichym tonem.
Ona nic nie mówiła tylko mnie przytuliła, po chwili powiedziała,że wszystko będzie dobrze i żebym się nie martwiła. Przypomniała mi równie, że jutro mam znów spotkanie w nowej szkole. Po szczerej rozmowie ubrałam swe kapucie i poszłam do swojego pokoju. Znów to dziwne uczucie... coś jakby naciskało na mój brzuch. Szybko pobiegłam do łazienki i wyrzuciłam to wszystko z siebie do muszli. Gdy to uczucie już ustało, powiedziałam sama do siebie.
-No co jest?- ja nie wiem co się ze mną dzieje. Po chwili przeszła mnie myśl.-Ja mogę być w ciąży. Tego to ja nie przemyślałam. Dziwnie się czuła więc z ta myślą, położyłam się i zasnęłam.
*Następnego dnia.
Wstałam wcześnie rano, ponieważ miałam to spotkanie w nowej szkole. Ubrałam się w topa w pasku, jasne jeansy, tak zwane kujonki,botki a na szyję, zarzuciłam parę łańcuszków. Gdy tylko to uczyniłam wyszłam z domu. Udałam się w kierunku tej szkoły. Nie było to aż tak daleko jak mi się zdawało wyszłam z domu. Po kilu minutach byłam już w szkole. Zgłosiłam się jeszcze do sekretariatu po nr szafki, plan lekcji i mapkę szkoły. Szafka nr. 427 pierwsza lekcja - fizyka. Nie no czemu ja mam zawsze takiego pecha? Zabrzmiał dzwonek na lekcję.
Wyjechaliśmy z domu czarnym autem oczywiście już spóźnieni dlatego też Lou który był kierowcą jechał jak szalony. Po 15 minutach byliśmy na miejscu. Weszliśmy za kulisy gdzie stylistki miały sie zając chłopcami. Usiadłam wygodnie na kanapie gdy podeszła do mnie jakaś kobieta.
-Phobe?-zapytała
-Tak to ja.-odpowiedziałam jej
-Chodź ze mną musimy cię przygotować.-powiedziała i wzięła mnie za rękę zrobiłam głupią minę. Nobo niby po co? Umalowała mnie i kazała się przebrać w szary t-shirt z błękitną kokardą. Niebieskie shorty, żakiet takiego samego koloru i szare buty . No nie powiem nie wyglądałam źle. Wyszłam z "gabinetu" i udałam się na korytarz gdzie czekali na mnie chłopcy.
-Woooow!-powiedzieli wszyscy zgodnie.
-Co?-zapytałam
-Super wyglądasz.-powiedział Harry
-Emm.. dzięki.-powiedziałam i się uśmiechnęłam. W końcu nadeszła a może nie w końcu godzina koncertu. Zaczęłam się stresować zaczął bolec mnie lekko brzuch strasznie się bałam. Miałam zaśpiewac z chłopcami tylko jedna piosenkę bo na więcej się nie zgodziłam.
Weszłam z chłopcami na scenę. Nie no kurwa ja tego nie zrobię-pomyślałam. Jednak było za późno. Niall opdał mi mikrofon do ręki. Zamknęłam oczy, nagle rozprzestrzeniła się melodia. To była ta piosenka. What Makes You Beautiful. Pierwszą wzrotke miałam ja zaśpiewać solo. Na szczęście Liam mi pomógł. Jeszcze nigdy się tak nie czułam. Miałam ochotę zrobić pawia. Ok jakoś wydusiłam z siebie too coś. Było to dziwne, miałam ochotę z tam tąd iść. Gdy patrzyłam przed siebie, widziałam tłum fanów które drą się w niebogłosy. Przeżyłam do końca tej piosenki i potem zeszłam za kulisy.Dziwne uczycie było tak jakby w moim brzuchu. Nie wiem czemu, ale coś zaprowadziło mnie do łazienki. To było przeczucie. Ledwo co tam weszłam i zwymiotowałam do muszli. Fee. Ok minęłam minuta za minutą, godzina za godziną. Prawie, gdy się otrzęsnęłam, chłopcy byli już po. Ja nie chciałam ich zamartwiać, więc o nim im nie mówiłam.
*Następnego dnia.
Dziś ciocia wracała do domu. Coś, źle to przeczuwałam. Ale ok, żyje się tylko raz. Dziwne uczucie leżało mi pod sercem. Gdy się pozbierałam poszłam dobudzić chłopców. Oni jednak już nie spali. Ogarnęliśmy trochę dom. Gdy nadeszło już popołudnie, ktoś zadzwonił do drzwi. Byłam przekonana w 100% że to ona, i się nie myliłam. Z uśmiechem na twarzy podeszłam do drzwi i otworzyłam je. Gdy ją zobaczyłam przypomniałam sobie, że muszę jej powiedzieć o tym co się stało przed tygodniem. To jeszcze nie teraz- pomyślałam. W międzyczasie przytuliłam ją aby się przywitać. ........... Chłopcy równie się z nią przywitali i wnieśli jej walizki do środka. Gadaliśmy tak i gadaliśmy. Parę godzin później chłopcy sobie poszli. Ja zrobiłam nam kawę. Czas jej o wszystkim powiedzieć-pomyślałam.
-Cioci ja muszę Ci coś powiedzieć.
-Coś się stało?-zapytała.
-Tak, i nie wiem czy Ci się to spodoba.-na chwile przerwałam w zamyśleniu.-No bo mnie... mnie. Jon no bo on mnie... zgwałcił. -powiedziałam cichym tonem.
Ona nic nie mówiła tylko mnie przytuliła, po chwili powiedziała,że wszystko będzie dobrze i żebym się nie martwiła. Przypomniała mi równie, że jutro mam znów spotkanie w nowej szkole. Po szczerej rozmowie ubrałam swe kapucie i poszłam do swojego pokoju. Znów to dziwne uczucie... coś jakby naciskało na mój brzuch. Szybko pobiegłam do łazienki i wyrzuciłam to wszystko z siebie do muszli. Gdy to uczucie już ustało, powiedziałam sama do siebie.
-No co jest?- ja nie wiem co się ze mną dzieje. Po chwili przeszła mnie myśl.-Ja mogę być w ciąży. Tego to ja nie przemyślałam. Dziwnie się czuła więc z ta myślą, położyłam się i zasnęłam.
*Następnego dnia.
Wstałam wcześnie rano, ponieważ miałam to spotkanie w nowej szkole. Ubrałam się w topa w pasku, jasne jeansy, tak zwane kujonki,botki a na szyję, zarzuciłam parę łańcuszków. Gdy tylko to uczyniłam wyszłam z domu. Udałam się w kierunku tej szkoły. Nie było to aż tak daleko jak mi się zdawało wyszłam z domu. Po kilu minutach byłam już w szkole. Zgłosiłam się jeszcze do sekretariatu po nr szafki, plan lekcji i mapkę szkoły. Szafka nr. 427 pierwsza lekcja - fizyka. Nie no czemu ja mam zawsze takiego pecha? Zabrzmiał dzwonek na lekcję.
środa, 18 lipca 2012
Trzydziesty drugi ♥
-Siadaj zrobiłem śniadanie.-powiedział i gestem ręki kazał mi usiąśc.
-Dzięki.-uśmiechnęłam się do niego on odwzajemnił uśmiech.-Chłopcy juz przyszli?-zapytałam
-No przyszli przed chwilą zalani w trzy dupy. Leżą w salonie na kanapie a może raczej śpią. Nie zauważyłaś ich?
-Nie. Ja nie jestem zbytnio spostrzegawcza.-powiedziałam i udałam się do salonu. Musiałam zobaczyc jak chłopcy leżą czy może raczej śpią. Weszłam do salonu i od razu swój wzrok skierowałam na kanpę chłopcy spali i każdy coś mówił przez sen.
-Jeśśc!-Niall
-Kupię sobie kota.-Harry
-Zjadłbym marchewkę, tak taką pomarańczową.-Lou
-Muszę kupic żel do włosów.-Zayn. Wybuchłam niepochamowanym śmiechem ,a Liam za mną. Razem daliśmy chłopcą pospać i sami zajadaliśmy się pysznymi kanapkami:
-Co dziś robimy?-zapytałam.
-Hm.. no nie wiem. Ja muszę z chłopcami coś załatwić na mieście, ale spokojnie Harry z tobą zostanie.-poinformował mnie.
-Ok.-mruknełam.
Zjedliśmy śniadanie i razem pozmywalismy naczynia. Była godzina 12. Chłopcy już się zbudzili z niezłym kacem. Chłopcy byli prawie, że spóźnieni na spotknie, więc szybko się wyzbierali i poszli. Ja z Harry'm zostałam sama.
-To co porobimy?-zapytał.
-Hm.. ja idę wziąść prysznic.-oznjamiłam i udałam się do pokoju, po ręczniki. Po czym poszłam do łazienki. Weszłam pod prysznic. Póściłam gorącą wodę, byłam w błogim stanie. Krople wody spływały po mnie. Namydliłam się po czym umyłam włosy. Wyszłam spod prysznica. Super zapomniałam ciuchów na zmiane. Ale ze mnie matoł.-pomyślalam. Owinełam się w ręcznik i stanęłam przed lustrem, czesząc się.
-Harry, możessz mi przynieść ubrania, są w moim pokoju na fotelu.-krzyknęłam.
-Jasne.-oznajmił.
Zawinełam włosy w turban. Przekręcają kluczuk, umorziwiłam mu dostęp do łazienki. Loczeka pewnym krokiem i z uśmiecham na twarzy wszedł do niej.
-Proszę.
-Dziękuję.-powiedziałam całując go w policzek, uśmiechając się. On zsunął ramiączko, moje biustonosza z ramienia. Nasze usta się zetknęły w pocałunku. Zamruczałam śmiejąc się do niego. Nie dało się mu opszeć. W samej bieliźni i z turbanem ne głowie poszlismy do sypialni. Położyłam się na łóżko całując go namiętnie. On był taki uroczy. Chłopak zciągnął t-shirt, po czym ja rozpięłam mu rozporek od spodni, ściągając je. Byliśmy w samej bieliźnie.
-Brakowało mi Ciebie.-powiedział. Ja tylko znacząco się uśmiechnęłam. Jednym ruchem ręki zciągnął ze mnie bielizne, poczym ja pociągnęłam za jego bokserki. Całowaliśmy się coraz namiętniej. Jego dłonie wędrowały po moich plecach, jego usta całowały mnie wookól szyji. On swoim członkiem wszedł we mnie. Był taki idealny. Zaczęłam pojękiwać, co bardziej go podniecało. Uwiesiłam się wookół jego szyji. On jeździł coraz szybciej, nie trajać siły. Musnęłam go w usta. Po kilku minutach on wyszedł. Ja ubrałam się w ubrania które były na fotelu. On ubrał te które były porozżucane na podłodze.
Zeszłam na dó do kuchnił i popatrzyłam na zegrar duża była 14.30. "Może czas zrobic obiad"pomyslałam.
-Harry co robimy na obiad?!-zawołałam wychylajac swoja głowę przez drzwi kuchenne .
-Nie wiem!-zawoła
-Dzięki za pomoc.-powiedziałam te słowa tak jakby do siebie. Postanowiłam zrobic spaghetti. Wyciągłam potrzebne składniki i zaczęłam przygotowywac posiłek. Po paru minutach w kuchni pojawił sie Hazza.
-To co przygotowujesz moje kochanie?-zapytał i się uśmiechnał cwaniacko.
-Nie kochanuj mi tutaj. Nakryj do stołu jakbys był łaskaw.
-Tak jest!-zasalutował jak żołnierz . Uśmiechnęłam się. Po 15 minutach zasiedziliśmy do stołu i zaczęłliśmy jeśc przygotowany wcześniej posiłek przez mnie.Nagle do domu wparowali jak burza chłopcy.
-To juz dziś! To już dziś!-skakał po całym domu Lou i śpiewał na okrągło te słowa.
-Co jest dziś?-zapytałam
-Koncert.-powiedział Liam spokojny. Nadal jadłam a chłopcy poszli sobie naszykowac.
-Przecierz mieliście juz duzo koncertów co jest w tym takiego wspanaiałego?-zapytałam i włożyłam do ust zawartośc widelca.
-No ale dziś z nami występujesz.-wyplułam wszystko co miałam w buzi. Dobrze ze przede mną nikt nie siedział.
-Co?!Nie ma mowy ja nigdzie nie występuje .-powedziałam stanowczo.
-Dałaś słowo.-powiedział oburzony Louis
-Ehhh.. ale ja mam straszną tremę.-oznajmiłam
-Dasz radę koncert zaczyna się o 19 a jest 15. To za niedługo musimy się zbierać musimy tam być na 16.-powiedział Liam i zaczął jeść.
PS: Nie zabijajcie nas za tą fabułę. Po prostu jest to tak jakby potrzebne w dalszej części. Buziaki xx
-Dzięki.-uśmiechnęłam się do niego on odwzajemnił uśmiech.-Chłopcy juz przyszli?-zapytałam
-No przyszli przed chwilą zalani w trzy dupy. Leżą w salonie na kanapie a może raczej śpią. Nie zauważyłaś ich?
-Nie. Ja nie jestem zbytnio spostrzegawcza.-powiedziałam i udałam się do salonu. Musiałam zobaczyc jak chłopcy leżą czy może raczej śpią. Weszłam do salonu i od razu swój wzrok skierowałam na kanpę chłopcy spali i każdy coś mówił przez sen.
-Jeśśc!-Niall
-Kupię sobie kota.-Harry
-Zjadłbym marchewkę, tak taką pomarańczową.-Lou
-Muszę kupic żel do włosów.-Zayn. Wybuchłam niepochamowanym śmiechem ,a Liam za mną. Razem daliśmy chłopcą pospać i sami zajadaliśmy się pysznymi kanapkami:
-Co dziś robimy?-zapytałam.
-Hm.. no nie wiem. Ja muszę z chłopcami coś załatwić na mieście, ale spokojnie Harry z tobą zostanie.-poinformował mnie.
-Ok.-mruknełam.
Zjedliśmy śniadanie i razem pozmywalismy naczynia. Była godzina 12. Chłopcy już się zbudzili z niezłym kacem. Chłopcy byli prawie, że spóźnieni na spotknie, więc szybko się wyzbierali i poszli. Ja z Harry'm zostałam sama.
-To co porobimy?-zapytał.
-Hm.. ja idę wziąść prysznic.-oznjamiłam i udałam się do pokoju, po ręczniki. Po czym poszłam do łazienki. Weszłam pod prysznic. Póściłam gorącą wodę, byłam w błogim stanie. Krople wody spływały po mnie. Namydliłam się po czym umyłam włosy. Wyszłam spod prysznica. Super zapomniałam ciuchów na zmiane. Ale ze mnie matoł.-pomyślalam. Owinełam się w ręcznik i stanęłam przed lustrem, czesząc się.
-Harry, możessz mi przynieść ubrania, są w moim pokoju na fotelu.-krzyknęłam.
-Jasne.-oznajmił.
Zawinełam włosy w turban. Przekręcają kluczuk, umorziwiłam mu dostęp do łazienki. Loczeka pewnym krokiem i z uśmiecham na twarzy wszedł do niej.
-Proszę.
-Dziękuję.-powiedziałam całując go w policzek, uśmiechając się. On zsunął ramiączko, moje biustonosza z ramienia. Nasze usta się zetknęły w pocałunku. Zamruczałam śmiejąc się do niego. Nie dało się mu opszeć. W samej bieliźni i z turbanem ne głowie poszlismy do sypialni. Położyłam się na łóżko całując go namiętnie. On był taki uroczy. Chłopak zciągnął t-shirt, po czym ja rozpięłam mu rozporek od spodni, ściągając je. Byliśmy w samej bieliźnie.
-Brakowało mi Ciebie.-powiedział. Ja tylko znacząco się uśmiechnęłam. Jednym ruchem ręki zciągnął ze mnie bielizne, poczym ja pociągnęłam za jego bokserki. Całowaliśmy się coraz namiętniej. Jego dłonie wędrowały po moich plecach, jego usta całowały mnie wookól szyji. On swoim członkiem wszedł we mnie. Był taki idealny. Zaczęłam pojękiwać, co bardziej go podniecało. Uwiesiłam się wookół jego szyji. On jeździł coraz szybciej, nie trajać siły. Musnęłam go w usta. Po kilku minutach on wyszedł. Ja ubrałam się w ubrania które były na fotelu. On ubrał te które były porozżucane na podłodze.
Zeszłam na dó do kuchnił i popatrzyłam na zegrar duża była 14.30. "Może czas zrobic obiad"pomyslałam.
-Harry co robimy na obiad?!-zawołałam wychylajac swoja głowę przez drzwi kuchenne .
-Nie wiem!-zawoła
-Dzięki za pomoc.-powiedziałam te słowa tak jakby do siebie. Postanowiłam zrobic spaghetti. Wyciągłam potrzebne składniki i zaczęłam przygotowywac posiłek. Po paru minutach w kuchni pojawił sie Hazza.
-To co przygotowujesz moje kochanie?-zapytał i się uśmiechnał cwaniacko.
-Nie kochanuj mi tutaj. Nakryj do stołu jakbys był łaskaw.
-Tak jest!-zasalutował jak żołnierz . Uśmiechnęłam się. Po 15 minutach zasiedziliśmy do stołu i zaczęłliśmy jeśc przygotowany wcześniej posiłek przez mnie.Nagle do domu wparowali jak burza chłopcy.
-To juz dziś! To już dziś!-skakał po całym domu Lou i śpiewał na okrągło te słowa.
-Co jest dziś?-zapytałam
-Koncert.-powiedział Liam spokojny. Nadal jadłam a chłopcy poszli sobie naszykowac.
-Przecierz mieliście juz duzo koncertów co jest w tym takiego wspanaiałego?-zapytałam i włożyłam do ust zawartośc widelca.
-No ale dziś z nami występujesz.-wyplułam wszystko co miałam w buzi. Dobrze ze przede mną nikt nie siedział.
-Co?!Nie ma mowy ja nigdzie nie występuje .-powedziałam stanowczo.
-Dałaś słowo.-powiedział oburzony Louis
-Ehhh.. ale ja mam straszną tremę.-oznajmiłam
-Dasz radę koncert zaczyna się o 19 a jest 15. To za niedługo musimy się zbierać musimy tam być na 16.-powiedział Liam i zaczął jeść.
PS: Nie zabijajcie nas za tą fabułę. Po prostu jest to tak jakby potrzebne w dalszej części. Buziaki xx
wtorek, 17 lipca 2012
Trzydziesty pierwszy ♥
Z każdym dniem coraz bardziej stresowałam się przed naszym wspólnym występem.
-Czy ja naprawdę muszę to robić?-zapytałam.
-Ale co?-zapytał Zayn.
-No występować z wami.-odpowiedziałam.
-Tak a masz coś innego w zanadrzu?-zapytał Lou.
-Nie.-odpowiedziałam.
-Heh zapowiada się świetny występ.-oznajmił Niall
-Ale ja nie chce.-tupłam nogą tak jak mała rozkapryszona dziewczynka musiało to komicznie wyglądac bo chłopcy zaczełli się śmiac.
-Ojj musisz.-powiedział NIall i pocałował mnie w policzek
-Wiecie że ja mam straszna tremę?!-wykrzyczałam
-No to się je pozbędziesz.-oznajmił Zayn
-Wiecie co Foch!-powiedziałam i udałam się do mojego pokoju. Usiadłam na parapecie i patrzyłam na Londyn. Piękne miasto. Siedziałam tak godzinę może dwie. Chłopcy dziś także zostają u mnie na noc. Zesszłam na dół ,ponieważ zachciało się mi jeśc. Weszłam do kuchni a tam stał talerz z górą naleśników . Na samej górze był napisz polewą czekoladową. Podeszłam do talerza i przeczytałam "dasz sobie radę". Ojej jakie to słodkie . Gdy się tak wpatrywałąm w naleśniki do kuchni wszedł każdy z 1D. Od razu sie do każdego przytuliłam.
-No co się tak przytulasz zjedz. -powiedział Liam i uśmiechnął sie do mnie .
-Nie mam serca tego zjeśc.-powiedziałam
-Lepiej zjedz bo wystygnie to do siebie Niall. -oznajmił Zayn na co Niall strzelił udawanego focha. Zaczęlismy się wszyscy śmiac. Wzięłam z półki 6 talerzy i na każdego nich dałam po 2 naleśniki. Położyłam je na stół.
-No chyba nie myśleliscie ze zjem to sama. Siadajcie.-powiedziałam i usiadłam do stołu . Po chwili dołączyli się do mnie Liam, Zayn., Harry, Lou i Niall. Zaczęłliśmy jeśc w ciszy co jest niespotykane , naleśniki bardzo mi smakowały.
-No dobra mówcie kto je robił?-zapytałam
-Harry-powiedziałam czwórka z nich i pokazali na niego palcem.Wstałam z krzesła i do niego podeszłam. Dałam mu buziaka w policzek na co się uśmiechnął.
-Są naprawdę dobre.-oznajmiłam oblizując usta.
Zjadłam i poszłam na telewizor. Tak szybko zleciał mi cały dzień. Późnym wieczorem poszłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku. Blask księżyca nie dawał mi zasnąć. Ktoś zapukał do drzwi od mojego pokoju. Jak się można domyśleć to byli chłopcy.
-Chcemy Ci powiedzieć, że idziemy do klubu. Idziesz z nami?-zapytał Zayn.
-Nie, jeśli chcecie idźcie sami. Ja nie mam dziś nastroju.
-Ok. Liam, też zostaje. To miłych snów.-powiedział Louis.
-Paa,miłej zabawy.-oznajmiłam. Zakryłam głowę poduszką, by móc szybciej zasnąć. Jednak dalej nie mogłam. Blask bił mi prosto w oczy. Nie wytrzymałam tego i zeszłam na dół do salonu pooglądąć telewizję. Usiadłam na kanapie, po chwili poczułam kogoś delikatny dotyk na karku. Odwróciłam się by móc zobaczyć jego twarz. To był Liam. Z uśmiechem na twarzy pokazałam mu by usiadł obok. On tak zrobił. Gapiliśmy się w siebie nawzajem. Nie wiem co w nim takiego było, ale miał to coś. Kurde czemu ja taka jestem, po prostu puszczalska. Mam ochotę się z nim kochać, ale to nie ma senscu robiąc to po raz kolejny z piątku przyjaciół. Jednak nie postąpiłam z głosem sumienia. Przysunęłam się bliżej niego, całując jego miekkie usta. Gdy się ogarnęłam co ja wyrabiam odsunęłam się. On jednak chciał tego co ja w głębi duszy chciałam. Nasz całus zamienił się w namiętny pocałunek. Liam był taki delikatny. Ściągaliśmy z siebie ubrania, jednym ruchem... Zrobiłam to znowu.
Następnego dnia.
Obudziłam się na kanapie, otulona kocem. Liam najwidoczniej się już zbudził. Poszłam na górę do swojego pokoju wzięłam z szafy niebieskie spodnie i szarą bluzę z myszką miki i udałam się do łazienki. Rozebrałam się i weszłam szybko pod prysznic. Po 10 minutach wyszłam i ubrałam się w wcześniej przygotowane ubrania. Wyszłam z łazienki i poszłam do sypialni odłożyć swoją piżamę. Zeszłam na dół do kuchni a przy stole siedział Liam .
-Czy ja naprawdę muszę to robić?-zapytałam.
-Ale co?-zapytał Zayn.
-No występować z wami.-odpowiedziałam.
-Tak a masz coś innego w zanadrzu?-zapytał Lou.
-Nie.-odpowiedziałam.
-Heh zapowiada się świetny występ.-oznajmił Niall
-Ale ja nie chce.-tupłam nogą tak jak mała rozkapryszona dziewczynka musiało to komicznie wyglądac bo chłopcy zaczełli się śmiac.
-Ojj musisz.-powiedział NIall i pocałował mnie w policzek
-Wiecie że ja mam straszna tremę?!-wykrzyczałam
-No to się je pozbędziesz.-oznajmił Zayn
-Wiecie co Foch!-powiedziałam i udałam się do mojego pokoju. Usiadłam na parapecie i patrzyłam na Londyn. Piękne miasto. Siedziałam tak godzinę może dwie. Chłopcy dziś także zostają u mnie na noc. Zesszłam na dół ,ponieważ zachciało się mi jeśc. Weszłam do kuchni a tam stał talerz z górą naleśników . Na samej górze był napisz polewą czekoladową. Podeszłam do talerza i przeczytałam "dasz sobie radę". Ojej jakie to słodkie . Gdy się tak wpatrywałąm w naleśniki do kuchni wszedł każdy z 1D. Od razu sie do każdego przytuliłam.
-No co się tak przytulasz zjedz. -powiedział Liam i uśmiechnął sie do mnie .
-Nie mam serca tego zjeśc.-powiedziałam
-Lepiej zjedz bo wystygnie to do siebie Niall. -oznajmił Zayn na co Niall strzelił udawanego focha. Zaczęlismy się wszyscy śmiac. Wzięłam z półki 6 talerzy i na każdego nich dałam po 2 naleśniki. Położyłam je na stół.
-No chyba nie myśleliscie ze zjem to sama. Siadajcie.-powiedziałam i usiadłam do stołu . Po chwili dołączyli się do mnie Liam, Zayn., Harry, Lou i Niall. Zaczęłliśmy jeśc w ciszy co jest niespotykane , naleśniki bardzo mi smakowały.
-No dobra mówcie kto je robił?-zapytałam
-Harry-powiedziałam czwórka z nich i pokazali na niego palcem.Wstałam z krzesła i do niego podeszłam. Dałam mu buziaka w policzek na co się uśmiechnął.
-Są naprawdę dobre.-oznajmiłam oblizując usta.
Zjadłam i poszłam na telewizor. Tak szybko zleciał mi cały dzień. Późnym wieczorem poszłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku. Blask księżyca nie dawał mi zasnąć. Ktoś zapukał do drzwi od mojego pokoju. Jak się można domyśleć to byli chłopcy.
-Chcemy Ci powiedzieć, że idziemy do klubu. Idziesz z nami?-zapytał Zayn.
-Nie, jeśli chcecie idźcie sami. Ja nie mam dziś nastroju.
-Ok. Liam, też zostaje. To miłych snów.-powiedział Louis.
-Paa,miłej zabawy.-oznajmiłam. Zakryłam głowę poduszką, by móc szybciej zasnąć. Jednak dalej nie mogłam. Blask bił mi prosto w oczy. Nie wytrzymałam tego i zeszłam na dół do salonu pooglądąć telewizję. Usiadłam na kanapie, po chwili poczułam kogoś delikatny dotyk na karku. Odwróciłam się by móc zobaczyć jego twarz. To był Liam. Z uśmiechem na twarzy pokazałam mu by usiadł obok. On tak zrobił. Gapiliśmy się w siebie nawzajem. Nie wiem co w nim takiego było, ale miał to coś. Kurde czemu ja taka jestem, po prostu puszczalska. Mam ochotę się z nim kochać, ale to nie ma senscu robiąc to po raz kolejny z piątku przyjaciół. Jednak nie postąpiłam z głosem sumienia. Przysunęłam się bliżej niego, całując jego miekkie usta. Gdy się ogarnęłam co ja wyrabiam odsunęłam się. On jednak chciał tego co ja w głębi duszy chciałam. Nasz całus zamienił się w namiętny pocałunek. Liam był taki delikatny. Ściągaliśmy z siebie ubrania, jednym ruchem... Zrobiłam to znowu.
Następnego dnia.
Obudziłam się na kanapie, otulona kocem. Liam najwidoczniej się już zbudził. Poszłam na górę do swojego pokoju wzięłam z szafy niebieskie spodnie i szarą bluzę z myszką miki i udałam się do łazienki. Rozebrałam się i weszłam szybko pod prysznic. Po 10 minutach wyszłam i ubrałam się w wcześniej przygotowane ubrania. Wyszłam z łazienki i poszłam do sypialni odłożyć swoją piżamę. Zeszłam na dół do kuchni a przy stole siedział Liam .
Subskrybuj:
Posty (Atom)